Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milan Kundera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milan Kundera. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 maja 2014

Milan Kundera - Księga śmiechu i zapomnienia.

Życie człowieka jest walką pamięci z zapomnieniem. Zapominamy to, co chcielibyśmy zatrzymać na zawsze tym samym zachowując w pamięci chwile, o których pragnęlibyśmy zapomnieć. Podobnie jest z historią, która jak ludzki los, pełna jest momentów wstydu i dumy, których nie znalibyśmy, gdyby nie odważni ludzie pióra.


Jest rok 1971. „Konstytucja gwarantuje co prawda wolność słowa, ale prawo karze za wszystko, co można uznać za działalność na szkodę państwa”. Mirek ukryje obciążające go materiały dopiero po tym, jak odwiedzi Zdenę - dawną miłość, po której zostało mu kilka wspomnień i plik wysłanych do niej listów. Podróż z ogonem szpiegów i bagażem minionych lat skłania do refleksji nad prawdą o historii, która choć milknie w ustach społeczeństwa, krzyczy ze świadomości jednostek. Bilans zysków i życiowych strat Mirka przekłada się na rachunek wystawiony komunistom i tłumionym nonkonformistom, a jego kwota to idylla przeobrażona w piekło.

Wspomnienie dzieciństwa przywołuje zdarzenia, które czule nosimy w dorosłej świadomości. Kiedy odległe wrażenie z przeszłości nakłada się na teraźniejszość, doznajemy déja vu emocji odmieniając perspektywę świata doczesnego. Karel doznaje tego uczucia obserwując Ewę, przyjaciółkę jego żony, z którą tworzą namiętny trójkąt. Znajomą smukłością ciała, gestem i śmiałością Ewa przywołuje Karelowi obraz Pani Nory, którą jako mały chłopiec widział nago w przebieralni. Reminiscencja ta wzbudza pożądanie, które odmienia skomplikowaną relację kochanków.  

Choć uśmiech to tylko grymas, możemy schować pod nim emocję, z której nie chcemy się tłumaczyć. Usprawiedliwia nas, wyzwala i pęta niechęcią sprawienia komuś przykrości. Pociesza pobłażliwością albo wyśmiewa szyderczym rechotem - rani, krzepi, buduje i niszczy. Tak, jak podobne poczucie humoru może scalić, odmienność rozumienia żartu stawia krawędź nad przepaścią udanej relacji.

W opowiadaniu ,,Aniołowie” Milan Kundera prowadzi esej o dwóch typach śmiechu. Posiłkując się abstrakcyjnym dramatem ,,Nosorożec” Eugene’a Ionesco i własną historią walki z aparatem państwowym. Dzieli śmiech na słodki trans ogromnej rozkoszy, w którym człowiek ,,nie wspomina ani nie planuje, lecz krzyczy do trwającej właśnie chwili świata i nie chce znać niczego poza nią” oraz na śmiech przepełniony bezsensem, pogardą i śmiesznością ludzkiego losu. Trudno jest odróżnić jeden od drugiego, bo granicę między porażką i zwycięstwem zrozumienia wyznacza intencja. To ona, ukrywana latami pod dywanem abstrakcji, zdeformowała się pod naporem mylnej interpretacji. I możemy śmiać się wesoło na różnorodność świata doczesnego, na wolność i dowolność jego sztuk. Jednak wyglądając poza zadowolenie i tępą radość, dojrzymy ogólną głuchotę i niezrozumienie, bo dziś w każdym człowieku budzi się pisarz. A ten jest wszystkim (jedynym wszechświatem dla siebie i wszystkich innych) lub niczym.

Milan Kundera każdym opowiadaniem tworzy własne uniwersum, dzieli się z czytelnikami intymną relacją powstawania szczegółów historii, które jak dźwięk spisany, by mogła powstać cisza, składają się na ogrom wrażenia literatury. Nierzadko w ,,Księdze” mówi ,,ja”, które wyliczyło sobie, że w każdej sekundzie ochrzczone zostają na świecie dwie, trzy wymyślone postaci. I choć to dla niego kłopotliwe, kiedy ma się znaleźć w zastępie Janów Chrzcicieli, to nie ma wątpliwości, że bohaterka należy tylko do niego i nadaje jej imię, jakiego nie nosiła żadna kobieta: Tamina.

Te niewymuszone zabiegi spoufalenia się mistrza z odbiorcami tworzą metafizyczną powłokę porozumienia, świat, który choć już obeznany dzięki poprzednim lekturom, nie przestaje fascynować. Właśnie ta wybitna umiejętność kreacji intymnej przestrzeni słowa, dzięki której wolno mu więcej, sprawia, że czytelnik nigdy nie zapomni pierwszych zachwytów podniecenia, olśnienia prawdy, refleksji nad zapomnieniem i śmiechu do łez, jakich z nim doświadczył.    





























































Fot. Natalia Sułkowska

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Śmieszne miłości - Milan Kundera

Ile w miłości wesołości, a ile żałosnej gry o swoje? Ile w niej zakochania i przywiązania, a ile odrzucenia i cierpienia? Śmieszne miłości to siedem rund miłosnych potyczek, w których przegranymi są zakochani bohaterowie, wygranymi zaś czytelnicy.


Maraton opowieści zaczyna historia wykładowcy romansującego z piękną Klarą. Ich miłość zmuszona do ukrywania się przed bacznym okiem społeczeństwa to naiwna, bo oparta na złudnej nadziei mgiełka, która rozwieje się już przy pierwszym zderzeniu z rzeczywistością.

Druga konkurencja obejmuje łowiectwo. Panny ,,upolowane’’ przez dwoje przyjaciół to tylko natrętny dodatek do trofeum – młodziutkiej żony czekającej na wieczorną partyjkę ,,bezika”. Najprzyjemniej przecież goni się króliczka, kiedy inny jest już schwytany i grzecznie chrupie marchew w złotej klatce.

Kolejny etap to rajd terenowy, podczas którego wielbiona przez chłopca dziewczyna, zmienia się w to, czego ten w kobietach nienawidzi. Fikcja zakrzywia rzeczywistość, nieśmiałość przeradza się w rozwiązłość, gra przybiera niebezpieczny obrót, a przed nimi jeszcze trzynaście dni wakacji…

Pięć aktów zabawy w pijanego doktora pokazuje siłę sugestii mylnie obwoływanych słusznymi. Taka farsa w sferze miłości może doprowadzić do bolesnego złamania serca, a nawet śmierci. Sympozjon to zgrabnie poprowadzona tragikomedia, której przewrotności nie sposób nie docenić.

Bohaterowie Śmiesznych miłości niemal na starcie wyeliminowali się w dyscyplinach opanowania zazdrości i pożądania. Prawie każdy z nich uległ cielesnym pokusom narażając na szwank stałe relacje, które zawsze powinny być ,,w budowie”.

Miłość w opowieściach Kundery jest interesowna. Szuka okazji do konsumpcji i pretekstu do ucieczki. Bezwzględni lub naiwni bohaterowie, oszukują albo są oszukiwani. Pod ich twardym charakterem kryją się jednak słabości przejęte wraz z uczuciem. Czesi Kundery nie potrafią racjonalnie zmierzyć się ani z miłością, ani ze słabością, dlatego skupiają się wyłącznie na własnych pragnieniach.

Milan Kundera z charakterystyczną sobie ironią opowiada historię każdego z nas - takiego jakimi jesteśmy lub chcielibyśmy być. Między wersami i słowami, przełomowymi zdarzeniami i subtelnymi sygnałami tworzy instrukcję obsługi ludzi i świata. Zaprasza do gry, w którą brak nam odwagi zagrać. Na zapisanych planszach odnajdujemy wskazówki do zrozumienia miłości i oswojenia lojalności. Śmieszne miłości przesmacznymi sentencjami wplecionymi w krótkie historyjki stawiają uniwersalne pytania, podsuwając dla każdego inne odpowiedzi.

Franko-czeski autor igra z czytelnikiem w sposób nieoceniony. Prowadzi intrygę na wyższym poziomie estetyki i świadomości, dlatego lektura jego koncepcji na literaturę to wybór wyborny.



czwartek, 19 września 2013

Milan Kundera - Nieznośna lekkość bytu.

Nazwisko tego czeskiego prozaika przewijało się przez moją czytelniczą świadomość niezliczoną ilość razy. Czy to przy okazji wspominek rarytasów, dziwactw i sztuk pięknych zza południowej granicy, czy w okolicznościach wymiany nazwisk literackich, których książki trzeba przeczytać. Milan Kundera.


,,Nieznośna lekkość bytu”. Pięknie brzmi tytuł tej słownej struktury, w której czeluść postanowiłam zanurzyć się któregoś popołudnia. Tak mi bliska nieznośność, upragniona lekkość i byt sam w sobie, nieznośnie lekki. Lekkość ta zestawiona z ciężkością, która nasuwa się większości, kiedy myślą o życiu, zdaje się przygniatać samym skojarzeniem. Paralelnie do rozwijającej się fabuły, poczucie lekkości faluje raz stając się mrzonką tytułu i jednego, książkowego fragmentu, a innym razem - celem.

W pierwszych zdaniach powieści, rewelacyjnie przetłumaczonej przez miłośniczkę Czech i tamtejszej kultury, absolwentkę praskiej szkoły filmowej (FAMU) Agnieszkę Holland, autor odnosi się do idei wiecznego powrotu, mówiącej o powtarzalności wszystkiego cośmy już raz przeżyli. O tej pozornie kuriozalnej hipotezie marzy niejeden inteligentny poszukiwacz sensu życia. Nadawałaby ona znaczenia wyborom, przyjemnościom i pięknu świata. Wobec tej teorii, powtarzalny rachunek sumienia nie przygniótłby tylko najsilniejszych. Niemniej, jako że to tylko koncepcja, sam fakt przemijalności zdarzeń wybacza i przyzwala wszystkim, na wszystko.

Dość specyficzna narracja trzecioosobowa, w której podmiot liryczny obserwuje opisywany świat niejako z dystansu, ujawniając się niekiedy wtrąceniami refleksji dotyczącymi życiowych dylematów (,,Ale czyż nie jest tak, że autor umie mówić tylko sam o sobie?”) przyjemnie kołuje czytelnika, który uwielbia wyłapywać osobiste smaczki twórców.

Rzecz jest o Tomaszu, o którym ten ktoś przy biurku myślał już od wielu lat. Chirurgu, który trzy tygodnie temu poznał Teresę i zakochał się natychmiastowo. Została u niego przez tydzień, by później wrócić do swojej małej, czeskiej mieściny, a ten, stojąc w oknie zastanawiał się, czy zaprosić ją do Pragi na stałe, czy nie. Czynnikiem na niekorzyść był strach przed odpowiedzialnością, przed obowiązkiem opieki nad dzieckiem, które wyjął z koszyka, bo nie traktował Teresy jak swoich regularnych kochanek, patrzył na nią jak Termutis na Mojżesza.

Kwestię rozstrzygnęła sama zainteresowana przyjeżdżając, któregoś dnia do Pragi i niejako skazując go na wspólne życie. Pierwszy raz od wielu lat Tomasz zasnął z kimś w jednym łóżku (zazwyczaj odwoził swoje kochanki po północy lub zwijał się od nich czym prędzej, odnajdując skuteczną wymówkę).

Tomasz nie zrezygnował ze swoich licznych przygód seksualnych ani po tym, jak pokochał Teresę, ani, kiedy ta dowiedziała się o jego zdradach. Rozgraniczał kochanie się z kobietą od spania z nią, przeciwstawiając je sobie i tłumacząc, że spółkowanie dotyczące niezliczonej ilości pięknych ciał nijak się nie ma do pragnienia wspólnego snu z tą jedną jedyną.

Byli ze sobą przez wiele lat. Przez wiele lat Teresa, walczyła z ciągłym upokorzeniem tłumiąc je we dnie, dając upust w nocnych koszmarach, by z kobiety ze środkiem uspokajającym w dłoniach zmienić się w niezależną, bezgranicznie kochającą swego męża kobietę, która zniosła wszystko, lecz zapachu obcego łona na kochanych włosach, nie mogła, dlatego kazała mu je umyć...

W toku wydarzeń wspomnieniowych autor konstruuje skomplikowany obraz tych dwoje, którzy przez lub dzięki sytuacjom, które przeżyli są w stanie kochać się wzajemnie, ale nie kochać siebie samych. Świadomych tego, że piękno i prawda kryją się za kurtyną brzydoty i zepsucia.

W kolejnych częściach powieści śledzonej z łatwością, acz misternie skonstruowanej, poznajemy Franza, bez reszty zakochanego w Sabinie – malarce przybyłej do Genewy z okupowanej Pragi. Postaci, którą znamy już dobrze z namiętnych relacji z Tomaszem. Zależności między tymi dwojga również są nieznośnie wręcz skomplikowane.

Wtrącony w powieść ,,Mały słownik niezrozumiałych słów”, w którym odnosząc się bezpośrednio do kreowanych postaci Milan Kundera wyjaśnia znaczenie słowa kobieta, wierność i zdrada, muzyka czy światło i ciemność, wyjaśnia, a nawet usprawiedliwia powszechnie uznane za kontrowersyjne poczynania bohaterów przywołując ciężarną lekkość znaczeń tych słów.

Książce przypisywane są polityczne wydźwięki. Czas akcji to okres Praskiej Wiosny i szerzącego się w Czechach komunizmu, dlatego nie mogło obyć się bez kontrowersji wokół jej wydania i rozpowszechniania. Ja jednak, w ocenie ogółu skupiałabym się raczej na pytaniach, które autor wplata w spiralę skojarzeń, wyjaśnień i poszlak wokół jednej tylko myśli, jednego zdania, które drąży i krąży wokół fabuły i wykreowanych postaci wpijając się w czytelniczą świadomość.

Ogromny entuzjazm wzbiera we mnie, kiedy myślę o tych wszystkich rewelacyjnych dziełach, które wyszły spod piór geniuszy, a nie trafiły jeszcze w me zachłanne ręce. Szaleję z radości uświadamiając sobie, że mam jeszcze wiele lat, na zgłębianie literackich rozkoszy, do których zaliczam też tę: ,,Nieznośną lekkość bytu.”



Od lat 70’ Milan Kundera mieszka we Francji. Całkowicie odciął się od czeskiej kultury, a swój rodzimy kraj odwiedza tylko incognito. Co więcej, zakazał wydawania swoich książek napisanych po francusku, w Czechach.

Lekkość bytu potrafi być naprawdę nieznośna...