Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Lourie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Lourie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 czerwca 2013

Autobiografia Stalina - Richard Lourie.

,,Autobiografia Stalina” – wielu z Was odwróci wzrok od książki, ba! od całej księgarnianej półki widząc wizerunek wąsatego oprawcy, nie chcąc mieć z nim nic wspólnego, udając obojętność. Niemniej jednak, indyferencja to ostatnie z uczuć, jakie mogą towarzyszyć na samo wspomnienie tego przydomku barwionego krwią. Szept historii, przez wiele lat ukrywanej, dotarłszy do uszu obywateli liberalnych wówczas krajów, zdołała rozszerzyć miliony źrenic, rozewrzeć tysiące ust, śmiertelnie zawstydzić denuncjatorów i oczyścić z zarzutów denuncjowanych, w większości niewinnie martwych. 


Józef Dżugaszwili - Gruzin z domu przeznaczony na Popa, z ducha na przywódcę wielkiej Rosji, od najmłodszych lat, mimo, że bity przez bezwzględnego ojca, jest absolutnie pewny swojej nadzwyczajności. Jego dziecięce przemyślenia, obserwacje, rozmowy z Bogiem kształtują bezwzględnego ateistę o trudnych do przewidzenia zamiarach. Stanowi on doskonały przykład osoby fanatycznie dążącej do celu, której auto-ambicja jest szalenie wygórowana, acz możliwa do osiągnięcia.

Jak wspomniany tytuł wskazuje, powieść ma formę autobiografii. Sam Stalin opowiada nam swoją drogę do politycznej kariery. Sam Szef Numer Jeden, żaden tam sobowtór, śledzi każdy ruch swego największego wroga – Trockiego. On sam, obnaża przed nami sekrety koordynowanego przez siebie napadu na bank, celem zyskania wielkich pieniędzy i przychylności Lenina. W końcu, to Stalin wyjawia zatrutą tajemnicę, o której wie JUŻ tylko on sam.

Jako, że najlepsze biografie piszą najwięksi wrogowie, to Trocki przebywając na zesłaniu w Meksyku zajmuje się opracowaniem materiałów archiwalnych dotyczących Stalina. Narracja prowadzona w odniesieniu do jego poczynań, nadaje powieści nieprzeciętną dynamikę. Komentarze bezpośrednio zainteresowanego, uzupełniają mylne spostrzeżenia, a odrobina szydery, nadaje dyskursowi pikanterii.

Wielu ludzi uważa tę książkę, za najlepszą publikację Richarda Louriego – znawcy Rosji, który podczas wyprawy do Gori – rodzinnego miasta Stalina, został zatrzymany przez KGB i to prawda ocaliła jego życie. Prawda w tej powieści ma wielkie znaczenie, bo choć nie możemy jej zweryfikować, wierzymy autorowi – Stalinowi, że jest on autentyczny. Wejście w głowę wielkiego zbrodniarza musiało być szalenie trudne, a wielkiemu uśmiechowi po skończeniu misternej pracy nad książką, towarzyszyło zapewne czyste sumienie twórcy.

Koszmary po lekturze są nieuniknione, ale adrenalina wyłaniających się z ciemności konturów oprawcy, na którego widok niejednym puściły zwieracze, jest warta każdego zdania i rozdziału tej opowieści o człowieku, który zdarzył się naprawdę.

środa, 22 maja 2013

Wstręt do tulipanów - Richard Lourie

Jestem wyczerpana. Słowem, drukiem, literą, pisaniem o pisaniu. Buzem lektury, obowiązków, notatek i grafów. Rysunkami na marginesie jestem wyczerpana. Świerzbiąca głowa potwierdza. Kolejka cierpliwych, kolejnych historii ignoruje tę przebrzydłość. Dłoń sięga. Książka i autobus, klasyka i spacer, park i nowość. Recenzja. Zbyt dużo słów, sytuacji, postaci, kolorów strojów, ogrodów i plotek o przyjaciołach - niedobrze. Mi. Jednak piszę.  Po francusku i polsku,  angielsku rozmawiam pisemnie. Nie mam czasu tworzyć, piszę. W poświacie ekranu i lampki nad notesem.


Nie odchodząc zatem od reguły, mimo frustracji napromieniowanego umysłu pełnego informacji, bo wolny umysł skończonych projektów rozluźnia brakujące mięśnie i cieszy dystrakcją tworzenia nowych zdań, stawiania zadowalających kropek przy obecności ustnej maniery. Męczący, dręczący mówi: jakie to słabe... Najlepiej wiesz o lepiej. I nikt nie czyta. Lepiej dla nich. Wymijająca gorzkość nienie smaczy. Nie uraża ni smuci. Nie zobojętnieję, nie Ty. Piszę.

,,Wstręt do tulipanów” - aktualny człon mego samopoczucia wiąże łagodność dotyku holenderskich kwiatów. Do dzieła odrazy nie czuję. Przeciwnie.

Opowieść starszego mężczyzny, który jak oni wszyscy, ma swoją historię urzekła moje beatnikowskie
upodobania. Pierwsze słowa zalatywały charakterystyczną wonią czarującej zwięzłości konkretu. Zaraz, zaraz, uwielbiam taki styl, coś mi on przypomina – po czym zerknęłam na czwartą stronę okładki, co robię rzadko, z niechęcią i wszystko stało się jasne. Richard Lourie – autor, jako beatnik przemierzał Amerykę szlakiem bohaterów słynnej powieści Kerouaca W drodze (za którą zresztą nie przepadam uznając jako nudną, przydługą, bez nic) voilà,  ucieszyła się intuicja.  Należy  zaznaczyć, że kunszt pracy tego twórcy obejmuje nie tylko świetną powieść, ale również tłumaczenia z rosyjskiego i polskiego twórców takich jak Miłosz, Barańczak czy Korczak.  Odnalazłam ulubieńca, postać fascynującego nie-idola,  po którego powieść sięgnęłam przekonana przez okładkę.

Życie w dobrobycie, jedyny syn, kanapki z tatarem i ojciec – świetny kucharz dobrej restauracji, którego motto zrozumiałe jedynie dla nich ,, Nawet królowa budzi się głodna” stanowi o silnej więzi i przyjaźni. Bieda, II Wojna Światowa, nowo narodzone, wrogie bliźniaki i zawód w oczach ojca skutkujący nieustanną walką o jego uznanie. Przewrotny bieg wydarzeń nie szczędził Joopa w jego dziecięcych latach. Samo widmo wojny niewyobrażalnie obciążało świadomość kilkulatka. Ten jednak, jako jedyny żywiciel rodziny nie dał za wygraną i postanowił się nie poddać choć uciekinierów, włączając w to jego matkę było wielu.
  
Donosicielstwo choć niemoralne, było w tych czasach sowicie opłacane. Do tej pory nie poznano nazwisk niektórych kapusiów, którzy dopuścili się wydania Żydów Niemcom. Denuncjant winien śmierci Anny Frank, której dziennikiem zaczytywali się miłośnicy literatury całego świata, choć nie kwapiący się do publicznego przyznania, decyduje o opowiedzeniu historii jednemu z braci bliźniaków, szczęściarzowi, który towarzyszył matce w dezercji.
  
Wielowątkowość historii, wielowymiarowość emocji i wielokropek, który stawiam sięgając po następną powieść autorstwa sprawcy świeżego zauroczenia pchają, by polecać...

PS: Wyżycie nie pomogło. 
Chłopiec, który wydał Annę Frank