Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 września 2013

Papusza - Angelika Kuźniak.

Pamiętam jak będąc małą dziewczynką, podczas wakacji u babci na wsi, wychodząc z chaty krytej strzechą, zaskoczyła mnie cyganka impetem i zapachem swej natury. Zwinnym ruchem zwinęła kurę pod podwójną spódnicę i czmychnęła w stronę schnących na sznurze ubrań. Mur beton nie pisnęłam ni słówka kiedy wybiegła za mną w wielu spódnicach babcia i wrzasnęła: ,,Ty Ku**o cygańska, przebrzydła wiedźmo Ty! Zarazo! Won poszła do taboru!”. Przeraziłam się wtedy, tak kradzieżą jak i reakcją najstarszej rodu uciekając do młodopolskiej ciemnej izby, przyjemnie cuchnącej niepowtarzalnym zapachem starego drewna. 


Jako dziecko nie znałam pojęcia nietolerancji, nie czułam kolorowej odmienności, brak we mnie było (i mam nadzieję, że jest nadal ; ) )zawiści i samolubstwa. Uczono mnie dzielić się tym co Pan Bóg dał, bo przecież wystarczy dla wszystkich, a miłość do natury jak karma, powraca. Weseliłam się błahostką, prostą przyjemnością i takim rymem. Uwielbiałam bajki niezwykłe, magiczne, prosto z serca wypłynięte na podatny, świeży grunt mojej dziecięcej wrażliwości.

Tak też z Papuszą jest właśnie. Jej miłość infantylna a tak w swej prostocie niezwykle dojrzała, oddana bajkom szepczącym treści prosto w jej poetyckie ucho. Pieśń Cygańska z głowy Papuszy ułożona, z serca, mózgu, trzewi, wychodząca znikąd i tak nagle, że zapisać rzadko kto zdążyć zdoła.

Babci też trudno się dziwić, tak jak wszystkim tym, którzy przepędzali Cyganów wyzwiskami. Traciła przecież na każdej kurze kilka jajek dziennie, świetny rosół czy pieczeń. Cyganie narażali ją na stratę pieniędzy, których wiecznie było mało, a jedyne czym mogła się podzielić to ciasteczka z obwoźnego. Biednie ale miło(ść).

Z roku na rok moja świadomość odmienności rosła wraz częstotliwością spotykanych Cyganów na mojej drodze. Jako, że mam problemy z asertywnością nie raz zdarzyło mi się wrzucić ,,biednej cygance” parę złotych do kubeczka. Kolejny szok kulturowy przeważający szalę odrazy do tej barwnej kulturowo narodowości nastąpił, kiedy słysząc dzwonek do drzwi, poszłam otworzyć, a za drzwiami stał Cygan z wielką torbą. Widząc drobną dziewczynkę usiłował wejść do mieszkania. W ostatniej chwili trzasnęłam drzwiami i przekręcając łucznik zamka poleciały mi dwie łzy strachu. Jeszcze kilkanaście minut stał za drzwiami po czym zajrzał do szafki na buty i gwizdnął pierwszą z brzegu parę. Wtedy przelała się czara goryczy i do Cyganów zapałałam ogromną niechęcią.

Sięgając po Papuszę sceptycyzm względem tego, bądź co bądź, niezwykłego narodu już dawno uleciał. O cygańskiej poetce nie wiedziałam zupełnie nic. Co więcej, wielka była moja ciekawość zajrzenia do taboru od kuchni. Poznania ludzi, którzy zarabiają na życie żebrząc i kradnąc, narodu lubiącego wódkę i prowadzącego koczowniczy tryb życia.

Co zobaczyłam ?

Ogromne przywiązanie do natury - gwiazd, ptaków, szumu wody. Miłość do wolności i możliwości swobodnego wędrowania po świecie. Dramat czasów wojennych kiedy tygodniami sterczeli Cyganie bez butów w wodzie po kostki, wśród drzew co sercem są świata i ludzi zabraknie, a one szumieć wiecznie będą. Śledziłam lojalność względem swoich i ich okrutne odrzucenie po tym, jak Papusza wydała pierwsze piękne wiersze wypływające z niej bezwarunkowo. Zrozumiałam, że ich zachowania są nieodłącznym elementem kultury i często jedyne czego naprawdę potrzebują to dobre słowo i nocleg pod dachem.

Wielkie serce do ludzi Lalka tj. Papusza miała. Wróżyła, by Dyźko – jej mąż, zadowolon był, a nie by oszukać Gadź (nie Cyganów). Spoglądała wpierw czy ktoś chmurny, wesół, skłopotany, w oczach przyszłości jego doglądała i przepowiadała. Miała dryg do zarabiania.

Urzekała skromnością i własnym pojęciem języka, którego nauczyła się dzięki determinacji pielęgnowanej od najmłodszych lat. Zauroczyła poezją nie tylko Tuwima, ale całe rzesze tęskniących za wolnością czytelników.

Papusza to niezaprzeczalnie ktoś niezwykły, kto przepłacił swoją niepowtarzalność chorobą psychiczną. Tak to zwykle jest, że ,,Inny” cierpi podwójnie.

Angelika Kuźniak napisała piękną, acz tragiczną opowieść o poetce, w której życiorysie jest tyle niewiadomych, że nawet obszerna bibliografia, którą autorka posługiwała się przy tworzeniu, nie pozwoliła na wykluczenie niedomówień.

Naród Cygański to nieuchwytne wolne ptaki, które bez wędrówki i siebie nawzajem usychają z tęsknoty. Niewątpliwie w szeregach rozśpiewanych wagabundów, których żadne rządy ni rozporządzenia nie były w stanie okiełznać, znalazłoby się wielu wybitnych poetów rozmawiających z naturą. Nie wychylają się oni jednak ze swych zwartych grup, bo ryzyko odrzucenia jest zbyt wielkie.

Papusza zachęciła mnie do kolejnej lektury traktującej o ludziach, którzy wydają za mąż trzynastoletnie dziewczynki. Niebawem recenzja książki Jacka Milewskiego ,,Chyba za nami nie traficie”, a przedtem delektuję się poezją organiczną Papuszy, która trafia w moją nostalgię przywołując dziecięce obrazy podlaskiej wsi z Cyganami w tle.


niedziela, 28 lipca 2013

Czarnobyl - Francesco M. Cataluccio.

Czarnobyl to pożoga. 

Strach, ucieczka, mutacja, klątwa i śmierć.

Negatywne skutki wybuchu kreatora jądrowego 26 kwietnia 1986, do dziś pustoszą gospodarkę naturalną okolic północnej Ukrainy.
Francesco Cataluccio wybrał się na jedną z wycieczek do przeklętego miasta Czarnobyla, organizowanych przez biznesmenów zarabiających na turystach z całego świata. A wyglądało to tak...

Cataluccio poszedł do antykwariatu w poszukiwaniu jakiejkolwiek starej mapy. Przyciągnął uwagę Azjaty, który sunąc palcem po oglądanej karcie wskazał mu punkt - Czarnobel.

Po wielu latach wylądował tam, by przez autopsję zbadać skażone miejsca ,,strefy”, o której dużo czytał po przypadkowym spotkaniu. Sowieckie budynki, złote zęby blondynki i pomnik poświęcony strażakom ,,którzy ocalili świat.” Oprócz tych atrakcji, śmiałek podziwiał bajorko z radioaktywnymi rybami i iście diabelny młyn uwidoczniony na zdjęciu z okładki. Strzelił sobie pamiątkową fotkę na jednej ze ścian elektrowni i badał kolejne dna historii tego miejsca.

Na przestrzeni lat, wielu ludzi cierpiało na terenach okalających później powstałą elektrownię atomową. Żydowscy imigranci skazani na kozacką nienawiść, ale też bezsilni względem głodowego reżimu Lenina Ukraińcy. Tak, jak tuż po wybuchu błyskawicznie rozprzestrzeniał się radioaktywny pył, tak mnożyły się tam ludzkie tragedie.

Francesco Cataluccio wystawia rachunek faktom, z którymi Ukraińcy nie mogą lub nie chcą sobie poradzić. Ich sposób na historyczne kompleksy to nieprzyzwoite bogacenie się na turystycznym biznesie. Są tam też tacy, którzy nadal mieszkają na skażonych terenach, chyłkiem unikając wojażerów, dla których Czarnobyl, to kolejne odhaczone miejsce na życiowej liście wycieczek. I tak też można traktować tę książkę, jako wyprawę we wstydliwą przeszłość południowo-wschodnich sąsiadów.